Nowy adres bloga


www.jatutylkojem.pl
Z radoscia informuje o nowych zmianach. Blog zostaje przeniesiony na nowy adres. Czeka tam na Was nowa, przyjemniejsza dla oka oprawa graficzna i jeszcze bardziej wnikliwe spostrzezenia z odwiedzanych przeze mnie miejsc.
Zapraszam na jatutylkojem.pl 

Nadodrze cafe resto bar - recenzja

Nadodrze rozkwita z miesiąca na miesiąc.  Granica strefy rozrywkowej poszerza się z rynku na północ Wrocławia. Dzielnica ta powoli zaczyna być postrzegana jako destynacja kulinarnych poszukiwań. Od początku sierpnia do mapy restauracji możemy dodać Nadodrze Cafe resto bar.

Co w karcie

To miejsce z niezobowiązującym i lekkim klimatem. Serwowane dania inspirowane są smakami z różnych zakątków świata. Chefowie kuchni wykorzystują też polskie akcenty - wśród dań dnia pojawiają się kaszanka i schabowy. Karta rozpoczyna się od listy śniadań,  zupełnie klasycznych. Dalej następuje enigmatyczna sekcja tapas, a tuz za nią dania główne. Nieodłącznym elementem karty są burger wołowy i pizza, w tej ostatniej kombinacja składników rownież jest bardzo klasyczna.
Menu w Nadodrze cafe resto bar

Spostrzeżenia

Zastanawiająca jest dla mnie pula dań w sekcji tapas, w której mieszczą się takie gagatki jak croque madame, pulled pork, kalmary z sosem serowym, ser Łomnicki i hummus. Co je łączy?  Nie mam zielonego pojęcia. Nie wiem też, co mają one do idei tapas. Hiszpańskie tapas wywodzi się od słowa "tapa" oznaczającego przykrywkę. Na samym początku odnosiło się to do drobnej przekąski, np. plastra szynki, który kładło się na kieliszek wina. Idea się rozrosła i dziś jako tapas rozumie się talerzyk z drobną porcją najczęściej jednoskładnikowej przekąski. Jednak nadal ten termin odnosi się bezpośrednio do kuchni hiszpańskiej i hiszpańskiego stylu życia. Nie powinien on być utożsamiany z przystawką, ponieważ nie jest serwowany przed posiłkiem, a raczej stanowi go sam w sobie. Uważam że nazwanie słowem tapas francuskiego śniadania croque madame, quiche czy pulled pork z chlebem to błąd merytoryczny i duże nieporozumienie.
Moja druga obserwacja dotyczy karty win. Zauważyłam, że ktoś bardzo dosłownie zainspirował się ich układem z restauracji dinette i podziałem na kategorie zgodnie z trzema pierwszymi literami alfabetu.
karta win w Nadobrze
karta win w Dinette

Dania

Długo przeglądając kartę dań zdecydowaliśmy się na dania główne z tablicy, a zupę i deser z karty.
Zupa curry, kurczak, świeże zioła (15 zł)
Krab w panko z aioli (25 zl)
Kaszanka, konfitury z cebuli, żurawina (16 zl)
Nadodrze cafe resto bar
Krem z białej czekolady, ziemia czekoladowa, sorbet, czekolada (15 zl)
Dania stanowiły bardzo smaczny posiłek. Zupa była satysfakcjonująco głęboka w smaku i delikatnie pikantna. Kaszanka ubrana w japońską  panierkę panko to ciekawy i udany pomysł. Chrupiący krab z lekko czosnkowym hiszpańskim sosem aioli i słodkimi owocami był zbalansowaną, lekką i bardzo ciekawą przekąską. Możliwość spróbowania we Wrocławiu kraba miękkoskorupowego to nie lada okazja, gdyż skorupiak ten jest rzadko spotykany na europejskich stołach. Dzięki swojemu miękkiemu pancerzykowi po obróbce termicznej można jeść go w całości, razem z pancerzykiem. Deser z kremem z białej czekolady i sorbetem z mango przyjemnie wykończył cały posiłek.
Jednak nie mogę nie zwrócić uwagi na drobne niedociągnięcia.  Zamówione przeze mnie danie z tablicy zatytułowane było "krab w panko z aioli". Talerz który dostałam zawierał kraba, miks salat i owoce, ale aioli ani widu ani słychu. Po zgłoszeniu tego faktu kelnerce dostałam zagubiony składnik. Przy drugim daniu konfitura z cebuli zawierała w sobie taki potężny dodatek cukru, że stała się zupełnie niejadalna. Zapanierowana kaszanka nie została uprzednio obrana, co było niemiłym zaskoczeniem podczas jedzenia. W deserze nierozpuszczony cukier groźnie zgrzytał pod zębami.

Podsumowanie

Pomimo wszystko całokształt restauracji Nadodrze oceniam bardzo dobrze. Sama karta niestety pełna jest zupełnie klasycznych rozwiązań, ale na szczęście propozycje z tablicy są bardziej ciekawe. Pomysły są dobre, lecz miejscami wykonanie nie jest tak precyzyjne, co skutkuje pewnymi potknięciami. Jednak w Nadodrzu jest pozytywna energia, które nakręca rozwój tego miejsca. Nie spoczywajcie na laurach, a pracujcie nad niedociągnięciami i pnijcie się w górę, a będzie super. 

Nadodrze cafe resto bar

Drobnera 26A, 50-257 Wrocław

Otwarte:

pon-czw 10-22
pt-sob 10-02
nd 10-22.30

Powiew Azji we wrocławskim pan.puh

Pan.puh ma swoich wyznawców jak i jawnych przeciwników. Jedni są zakochani w pulchniutkich bułeczkach z farszem i różnorodnych zupach, inni zarzucają brak autentyczności w smaku serwowanych dań. Mowa tu o malutkim lokal leżącym w cichej uliczce przy placu Uniwersyteckim. Rozpoznawalni są dzięki pochodzącym z chin baozi, czyli bułeczkom na parze, które odrobinę przypominają polskie pampuchy, czeskie knedle, czy hiszpańskie mollete.


Zmieniające się codziennie menu w pan.puh zawiera zawsze 3 rodzaje bułeczek i 3 zupy. Baozi wypełnione są nadzieniem inspirowanym smakami Azji, ale i nie tylko. Pomysły na zawartość to wariacje na temat - mule i warzywa czy szpinak, feta i suszone pomidory, jednak nie brakuje tu tez klasycznych azjatyckich połączeń, jak wieprzowina z trawą cytrynową. Wybór zup zmienia się jak w kalejdoskopie, a w nim zupa meksykańska obok filipińskiego kremu z marchwi i pomarańczy, portugalski chłodnik, wileńska koperkowa i francuski krem z selera naciowego... Przeglądanie karty dań to podróż przez wszystkie zakamarki świata.


Baozi z wieprzowiną i kasztanami wodnymi (3 szt. 8 zł)
Baozi z indykiem, curry i sezamem (3 szt. 8 zł)
Zupa chińska z grzybami mun i kurczakiem (12 zł)

Bułeczki baozi robione są z mąki pszennej i wyrastają na drożdżach. Są lekkie, puszyste i sprężyste. Wersje z curry była ciekawsza, chociaż farsz nie był tak aromatyczny i pikantny jak bym się tego spodziewała. Farsz z wieprzowiną był bardzo delikatny, a kawałki kasztana wodnego chrupały w niektórych kęsach.  Zupa okazała się niemałym rozczarowaniem: jej przodkiem mógł być co najwyżej polski rosół, nie miała w sobie ani krzty azjatyckiego temperamentu. Gdyby nie dodatek grzybów mun i szczypiorku, bez wzbudzania niczyich podejrzeń mogłaby wejść na zastępstwo tradycyjnego rosołu w barze mlecznym. 

Kuchnia pan.puh luźno czerpie ze smaków Azji. Trudno ją jakkolwiek oceniać czy do czegoś porównać, gdyż spotykaj się tu składniki i połączenia, których nie da się sklasyfikować do jednego regionu czy stylu. Jedno jest pewne: pomysł na serwowanie we Wrocławiu baozi jest oryginalny i z pewnością urozmaica kulinarną ofertę Wrocławia.



pan.puch
Plac Uniwersytecki 15A
Wrocław


Otwarte:
godz.11.30-19.00

Osiedlowe Akcje / Warsztat / Barcelona

Warsztat narodził się raptem miesiąc temu, a już jest uwielbiany i tłumnie odwiedzany - w tygodniu, weekend, pogodę i nie. Nie ma wymówki, żeby nie zajrzeć do Warsztatu. Powodów by go odwiedzić jest wiele, ale i tak wszystko sprowadza się do tego, że po prostu miło spędza się tam czas.

Ten, kto wczoraj przybył do Warsztatu trafił na niedzielne chillowanie, które jest drugim wydarzeniem inicjatywy Osiedlowe Akcje. Pomysł jest prosty i genialny: wspólny odpoczynek w przyjemnym miejscu, przy fajnej muzyce i dobrym jedzeniu. Czyż nie jest to recepta na udane zakończenie weekendu?
Tym razem zamiast dań z karty chef Maks Krupa zaserwował trzy piknikowe przekąski do wyboru, każdą w cenie szczęśliwych 13 zł. Porcje na pierwszy rzut oka wydawały się skromne, jednak w zaskakujący sposób wypełniały po brzegi nawet burczące z głodu żołądki.   
Pampuch z paprykarzem bostońskim i tymiankowym ogórkiem
Krakers ryżowy z hummusem, grillowanymi warzywami i mango
Tacos Chilli con carne z melonem i chilli
Kręcąc się po tajemniczym ogrodzie na tyłach Warsztatu, od razu stanął mi przed oczami obraz Palo Alto Market w Barcelonie. Ta weekendowa impreza odbywa się na terenie starej fabryki, otoczonej z każdej strony bujnym ogrodem. Na czas festiwalu w jednej z alei swoje stanowiska rozkładają lokalni rzemieślnicy, artyści i producenci. W drugiej parkują zaproszone foodtrucki i plenerowe restauracje. Ciekawą atrakcją kulinarną jest gość specjalny - za każdym razem inny chef kuchni z gwiazdkowej restauracji, który wraz ze swoja ekipą serwuje drobne, piknikowe dania. Całość wydarzenia okraszona jest dobrą muzyką graną przez kilku dj w różnych miejscach festiwalu.

Na Palo Alto czas przestaje istnieć. Można siedzieć w cieniu drzewa, słuchać muzyki, jeść pyszności, być tu i teraz. To miejsce wciąga i pochłania, uspokaja duszę i relaksuje ciało.
Palo Alto Market 2015
Palo Alto Market 2015
Palo Alto Market 2015

Palo Alto Market 2015
Grillowane kalmary z aioli

Palo Alto Market 2015
Ceviche z Corvina
Tę magiczną atmosferę Palo Alto Market poczułam wczorajszej niedzieli siedząc w Warsztatowym ogrodzie. Tak o celu swojego działania napisali chłopaki z Osiedlowych Akcji: “(...) stworzyć piękny wrocławski dzień, gdzieś w parku, który będzie oddziaływał na oczy, uszy i podniebienia. “
Udało się Wam! Potencjał Warsztatu został wykorzystany w 100%, jego przestrzeń i umiejętności chefa kuchni, z dodatkiem muzyki stworzyły wybuchową mieszankę weekendową, która sprawia że nienawidzę poniedziałków jeszcze bardziej.


Warsztat Food&Garden
ul. Niedźwiedzia 5
50-232 Wrocław

Otwarte
wt-nd godz. 12-22

Food Art Gallery

Food Art Gallery to prawdziwa perełka wśród wrocławskich restauracji.
To nowoczesna kuchnia francuska tworzona z wykorzystaniem sezonowych i lokalnych produktów.
A co najważniejsze - wszystkie dania są bezbłędnie pyszne!
Trzydaniowy lunch w cenie 39 zł to z pewnością najlepszy stosunek jakości do ceny jaki można dostać w naszym mieście. 

Już po kilku kęsach czuć, że Food Art Gallery to pewnik do następnej edycji żółtego przewodnika Gault&Millau Polska.



Na początek: chleb, masło z wędzoną solą, oliwa.


Krem z kukurydzy, cebula dymka, grzanki.


Boudin noir (rodzaj francuskiej kaszanki), jabłka, karmelizowana cebula.



Tagliatelle, skrzydełka z kurczaka, kurki, bób.



Dorsz atlantycki, risotto z szafranem, papryka, oliwki.


Parfait chałwowe (mrożony deser na bazie śmietany), sezonowe owoce, kruszonka.


Selekcja domowych lodów i sorbetów: wanilia i porzeczka.



Malinowe makaroniki na pożegnanie.


Food Art Gallery to nie tylko restauracja, ale i galeria sztuki.
Na zdjęciu widać obraz z wystawy "Światła miasta" autorstwa Justyny Pennards-Sycz.




Food Art Gallery
ul. Księcia Witolda 1
50-202 Wrocław

http://foodartgallery.pl/pl/
https://www.facebook.com/foodartgallery

Otwarte:
wt-sob godz. 12-22
nd godz. 12-20



Chata Wędrowca, Wetlina

Chata Wędrowca i Piotr Nie Całkiem Święty to dwie restauracje umieszczone w przewodniku Gault&Millau leżące na terenie Bieszczad. 
Obie znajdują się w okolicach Wetliny. Wybór padł na słynną Chatę, ponieważ w przewodniku uzyskała wyższą ocenę oraz w przeciwieństwie do konkurencji można tam płacić kartą.

Położona na pagórku Chata ma bardzo przyjemny klimat. Wnętrze i taras zaprojektowane są z gracją i wyczuciem. Ten lekki klimat pozwala gościom czuć się tu swobodnie jak we własnym domu. 


W karcie znajdziemy regionalne specjały, precyzyjne dopracowane i ciekawie skomponowane. Są dania z baraniny (kotlet barani z sosem marokańskim, comber barani), jagnięciny (jagnięcina w marynacie jogurtowej z pieca), pstrąg górski. Jednym z największych specjałów Chaty Wędrowca jest naleśnik Gigant, będący w rzeczywistości wielkim, smażonym na głębokim tłuszczu racuchem na bazie ciasta naleśnikowego. Do posiłku możemy zamówić coś z listy polskich i słowackich napojów oraz piw. 
Rosół (13 zł)

Słowacka Kofola i piwo Saris (7 i 6 zł)

Pielmieni (29 zł)


Maczanka serowa (18 zł)
Kotlet z siekanej jagnięciny z serem kozim (36 zł)
Jabłecznik z lodam (7 zł)


Naleśnik Gigant z jagodami (pół porcji 22 zł)

Chata Wędrowca to miejsce z duszą. Ciekawy budynek z bardzo klimatycznym wnętrzem kryje w sobie kuchnię, która na długo zostanie w pamięci każdego miłośnika jedzenia. Bezbłędnie skomponowane dania z lokalnych produktów pozwalają zapoznać się z najlepszymi smakami tego regionu. Chata w Wetlinie to obowiązkowa pozycja w harmonogramie zwiedzania Bieszczad. 

Chata Wędrowca
Wetlina 113
38-608 Wetlina
www.chatawedrowca.pl


Tezy gastronomiczne Beksińskiego

Spacerując po muzeum Zdzisława Beksińskiego w Sanoku natknęłam się na pewną karteczkę. Znalazłam ją w pokoju będącym pracownią artysty, która po jego śmierci została rozebrana i w całości przeniesiona z jego mieszkania w Warszawie do Sanoka. Karteczka wisiała sobie wraz z ulatkami z jedzeniem na wynos przyklejona do drzwiczek szafy. 


TEZY GASTRONOMICZNE Zdzisława Beksińskiego:

"Wszystkie potrawy na świecie można podzielić na potrawy zdrowe oraz potrawy smaczne. Określenia te wzajemnie się wykluczają: potrawy zdrowe nie są smaczne, zaś potrawy smaczne nie są zdrowe. Jako przypadki szczególne potraktować należy potrawy zarazem niesmaczne i niezdrowe, natomiast potrawy zarazem smaczne i zdrowe w ogóle nie występują w przyrodzie. Powyższe stawia pod znakiem zapytania teorię ewolucji i stanowi pośredni dowód na istnienie Boga.
Pieprzu jest zawsze za mało.
Nawet niewielki dodatek oliwy jest w stanie kompletnie popsuć smak każdej potrawy.
Czosnek jest niejadalnym paskudztwem.
Cukinia, patison, melon, kabaczek i dynia są niejadalnym paskudztwem.
Owoce morza są niejadalnym paskudztwem.
Grzyby są niejadalnym paskudztwem.
Rydze nie są grzybami.
Amen."

Ciekawa ta koncepcja jedzenia wg Beksińskiego... Poniekąd moge sie z nią zgodzić. Czymże byloby puree ziemniaczane bez wołającej o pomstę do nieba zawartości masła? Smaczne i zdrowe mogą się wykluczać, to fakt.

Ruszam w drogę!

Mieszkając w słonecznej Barcelonie czesto nawiedzały mnie obrazy z Polski. Z tych wspomnień zrodziła się potrzeba przemierzenia kraju wzdluż i wszerz, odkrycia niepoznanych dotad zakątków i odświeżenia wspomnień z dobrze znanych miejsc. Zatem wsiadam do samochodu, biorę mape pod pachę i jade naprzeciw przygodom. 
Przygodom również kulinarnym, ponieważ trasę wyznaczam z pomocą żółtego przewodnika Gault&Millau Polska! 


Sagardi - baskijski cydr i pintxos


Sagardi to siec restauracji z kuchnia Baskijska. Ich placowki mieszcza sie w Sevilli, Valenci, Madrycie, Barcelonie, a nawet w argentynskim Buenos Aires. Specjalizuja sie w przekaskach pintxos oraz niepasteryzowanym cydrze. 


Nazwa baru nawiazuje do slowa "sagardo" co w jezyku baskijskim oznacza doslownie "wino z jablek". W przeszlosci roczne spozycie cydru na mieszkanca wynosilo 50 litrow, dzis to tylko 3 litry, jednak nadal tradycja tego trunku jest bardzo silna. 
W przeciwienstwie do reszty Europy w Kraju Baskow cydr jest przede wszystkim napojem sezonowym. Pierwsze otwarcie beczki i degustowanie ma miejsce 19 stycznia. Cieszyc sie swiezym niepasteryzowany cydrem mozna do konca maja, po tym czasie staje sie on niezdatny do picia. Przez pozostala czesc roku zostaje tylko pasteryzowany cydr w butelkach. 


Cydr pije sie najlepiej w towarzystwie pintxos, czyli malenkiej przekaski w postaci kromki bagietki z najrozniejszymi dodatkami na wierzchu. O barach pinchos w Barcelonie pisalam juz tutaj. 
W Sagardi serwowane przekaski sa bardzo eleganckie wizualnie i bardzo smaczne. Cena za jeden tapas w zaleznosci od skladnikow waha sie od 3-4 euro. 


Baskijskie smaki sa warte sprobowania, a siec barow Sagardi to doskonale miejsce na ich poznanie. 

Sagardi
Carrer Argentina 62
El Born, Barcelona
Otwarte: wt-nd godz.10.00-24.30

http://www.sagardi.com

 

ja tu tylko jem Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger