Koku Kitchen

Co może być lepszego niż rosół? Japoński rosół. 
A w Barcelonie znają się na nim najlepiej właściciele Kuku Kitchen, którzy Japońskiej krwi nie mają bo pochodzą z Norwegii i Szwecji. Za to uczyli się od najlepszych: chef kuchni swoją wiedzę zdobywał od mistrza z najbardziej znanego baru ramen w Tokio czyli Oraga Noodles. Makaron w Koku Kitchen jest wytarzany na podstawie oryginalnej receptury właśnie z tego miejsca. 
W karcie znajdziemy przystawki takie jak kim-chi, pierożki gyoza, sałatkę z alg wakame i ogórka, bakłażana z salsą z sezamu czy ziarna soi. Główną atrakcją są zupki ramen z soją, ramen miso, pikantny miso, ramen wegetariański w wersji zwykłej i pikantnej. Zwieńczeniem posiłku może być mochi, sernik z zielonej herbaty lub akcent irlandzki: banoffe.




Ramen miso: bulion tonkotsu (robiony na kościach wieprzowych, cebuli i czosnku), miso, wędzona wieprzowina, jajko, algi nori i wakame, warzywa


Ramen pikantny: pikantne miso, wędzona wieprzowina, jajko, kim-chi, glony nori, warzywa.
Pierożki gyoza z wieprzowiną.


Doskonały ramen. Gęsty i pełen smaków. Sprężysty makaron, rozpływający się boczek, jajko i glony - nie potrzeba nic więcej. Zupa idealna.
Ach wrócę tam, nie raz!

Koku Kitchen
Carrer Carabassa 19
Barrio Gotico, Barcelona
http://www.kokukitchen.es/

Otwarte:
wt - nd: 13:00 -16:00; 19:30 - 23:30
pon: zamknięte

Street food Londyn

Koncepcja posiłku w Londynie i Barcelonie to dwie skrajności. 
Hiszpanie nawet po najmniejszy kęs udają się do restauracji. Nieważne czy to przekąska jedzona po drodze do domu, kawa pita do porannej gazety, czy lunch jedzony z przyjaciółmi - trzeba usiąść do stołu w restauracji czy tapas barze i rozkoszować się chwilą, bo jedzenie to rzecz święta. 
W Londynie sprawa wygląda odrobinę inaczej. Je się wszędzie: idąc ulicą, siedząc na ławce, chodniku, w parku, chwyta się kawę w rękę i biegnie dalej. Street food w swoim dosłownym znaczeniu. 
Dużą różnicę stanowi też przeciętna kaloryczność posiłku, ale to już przemilczę...

1. Odwiedziliśmy trzy markety ze street foodem. Znany BoxPark w imprezowej dzielnicy Shoreditch to nie tylko miejsce na przekąskę, ale przede wszystkim miejsce na weekendowy chillout. Siedzisz sobie na leżaczku z hipsterską oranżadą lub piwkiem w ręku, w tle sączy się muzyka na żywo, a pod ręką masz masę przekąsek najróżniejszego typu. W ten sposób czas przestaje istnieć; nim się obejrzysz, nastanie wieczór. Ale nie ma się czym martwić - w Shoreditch jest wszystko, czego potrzebuje beztroska dusza. Wystarczy wstać z leżaka i przejść na następną ulicę, aby aż do rana zatracić się w nocnym życiu Londynu. 



Boxpark nie bez powodu nazywa się parkiem pudełek - knajpki i sklepiki pochowane są z gracją w czarnych kontenerach.



W pierwszej chwili aż zakręciło mi się w głowie od możliwości wyboru, ale w końcu postawiliśmy na  klasyczne rozwiązania.



Wybraliśmy miejscówkę Porky's bbq, a w niej kanapkę z długo pieczonego mięsa z łopatki wieprzowej z serem i boczkiem (pulled pork, cheese, bacon - 10,55 GBP). Delikatne mięso rozpływała się w ustach, a gdzieniegdzie chrupał słodki boczek. Gdyby nie strach przed kaloriami, po ostatnim gryzie poszłabym po drugą porcję.

2. Drugie miejsce jakie odwiedziliśmy to Borough Market. Oprócz części z jedzeniem jest tam też część targowa, gdzie można kupić warzywa, owoce i produkty ekologiczne wytwarzane przez drobnych przedsiębiorców. Market wygląda bardzo fajnie od strony architektonicznej. Główne wejście jest oszklone i ozdobione dużą ilością zieleni, co przypomina oranżerię. Środek jest bardziej klasyczny, z metalową konstrukcją podtrzymującą tory (Borough Market położony jest pod wiaduktem kolejowym). Tyły marketu graniczą z terenem kościelnym, więc siłą rzeczy cały plac i trawnik przykrywają ludzie siedzący ze street foodem w ręku. 






Solidna porcja wegetariańskiego pikantnego curry z kalafiorem, ziemniakami i ryżem (12 GBP)



Jak Londyn to i fish and chips (10,50 GBP)

3. Trzeci market skryty jest pod dachem starej stacji benzynowej. Małe, kolorowe, drewniane domki kryją w sobie świat wszelkiego typu ulicznych przekąsek. Znajduje się on tylko kilka kroków od BoxPark, więc spacer po Shoreditch nie pozwala nam głodnieć.




Tost z argentyńską wołowiną.


Fishdog z pastą z zielonego groszku (6,50 GBP)

Wszystkie street foody których próbowałam były na prawdę smaczne. To co spodobało mi się w koncepcji tego typu marketu to fakt, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Nieważne czy jest miłośnikiem świni, vege maniakiem czy fanem kuchni azjatyckiej. 
Wrocławskie festiwale food trucków mają bardzo podobny klimat. I przede wszystkim prezentują bardzo wysoki poziom kulinarny, jak i organizacyjny. Każdy truck jest oddzielną jednostką, ma swój własny styl i charakter. Zgromadzenie ich razem daje szereg niepowtarzalnych osobowości. Pewnie niedługo przyczepy zasiądą na stałe w jednym wspólnym miejscu i wrocławski Street Food Market gotowy :)

BoxPark
2-10 Bethnal Green Rd 
London, UK
http://www.boxpark.co.uk

Otwarte:
pon-son 8.00-23.00
nd 10.00-23.00


Borough Market
9 Stoney St
London, UK
http://boroughmarket.org.uk

Otwarte:
pon-czw 10.00-17.00
pt 10.00-18.00
sob 8.00-17.00
nd zamknięte

Dos Pallios - dwa patyczki

Wizyta w słynnym El Bulli to było marzenie niejednego. Możliwość zbliżenia się chociaż o krok w stronę tej świątyni pomysłów i wiedzy jest ogromnie kusząca. Dos Palillos, wyróżnione jedną gwiazdką Michelin, to miejsce stworzone przez Alberta Raurich, head chefa El Bulli i najbliższego przyjaciela Ferrana Adria. Było to bezwzględnie miejsce numer jeden na naszej barcelońskiej liście "must eat". Jako odpowiedź na pytanie jakim rodzajem gotowania zajmują się w Dos Palillos przytoczę ich własny tekst:

asia and spain
two different cultures that both use sticks to eat with.
oriental people use chopsticks as tongs to pick up small portions of food.
in the bars in spain the tooth pick is the king of the tapas.
they are different in shape but similar in their use. they symbolise the journey from the plate to the mouth.
two pure and basic utensils which are primitive and minimal in design yet modern at the same time.
this is both a coincidence and a good excuse to combine two gastronomic cultures:
asia and spain.
the aim of this new concept is to blend the philosophy of spanish tapas with the tapas
of asian gastronomy.

tekst wzięty stąd:
http://www.dospalillos.com/home.php?rest=1&lang=en

Azja i Hiszpania
Dwie różne kultury, które wykorzystują do jedzenia podobne drewniane narzędzia.
Azjaci używają pałeczek jak szczypiec, do chwytania małych porcji jedzenia.
W barach tapas w Hiszpanii króluje wykałaczka.
Różnią się kształtem, ale pełnią podobną funkcję.
Symbolizują podróż z talerza do ust.
Dwa proste, zwyczajne narzędzia, które są prymitywne i minimalistyczne w formie, ale jednocześnie nowoczesne.
To zbieg okoliczności, ale także dobry powód, żeby połączyć dwie kuchnie: azjatycką i hiszpańską.
Celem tej nowej koncepcji jest scalenie ze sobą filozofii przystawek w obu tych gastronomicznych kulturach.

Dos Palillos ciekawie prezentuje się już nawet z zewnątrz. Jedna z jej części to ogród z bujną zielenią i japońskimi czerwonymi lampami, a między kilka drewnianych stoików. Jest tak klimatyczny, że niejedni przechodnie zatrzymują się i pytają czy mogą zając stolik. Wtedy przychodzi rozczarowanie, ponieważ rezerwacje trzeba zrobić dobre kilka dni, a nawet tygodni wcześniej. Po wejściu do wnętrza restauracji mamy kolejną część czyli długi, wąski i ciasny bar. Idąc dalej przechodzimy przez kurtynę ze złotych łańcuszków i jesteśmy w samym sercu Dos Palillos. Menu jest inne dla każdej z części: w ogrodzie jest grillowe menu tastingowe, przy barze można zamawiać dania z karty, a w sali głównej możemy wybierać pomiędzy dwoma manu tastingowymi.
Zdecydowaliśmy się na najdłuższe menu, składające się z dwudziestu pozycji. W karcie jest zaznaczona informacja, że z racji o ich dbałość by serwować produkty sezonowe, podane dania mogą nieznacznie różnić się od tych opisanych w menu. I faktycznie nie pojawiły się wszystkie, a zamiast nich były inne dania z karty.

Od znajomych, którzy odwiedzili już Dos Palillos usłyszeliśmy dwie informacje. Jedna  nich to sugestia, żeby przed wizytą zjeść kanapkę... hm. Druga to odpowiedź na pytanie, czy mamy spodziewać się dużo surowizny. Komentarz był taki, że w Dos Pallios nie serwują surowego mięsa, oni po prostu nie lubią gotować.

I nie wiedząc sami co nas czeka przez następne godziny usiedliśmy, ażeby rozpocząć ucztę.





Amuse-bouche: sok z jabłka i piana Jerez

Baby sardins, kombu, ikra, kandyzowana skórka z cytryny.
Smażone rybki to klasyk hiszpańskiego tapas. Tu z wnętrzem glonów kombu, delikatnych jak pajęcza sieć. Delikatny smak rybek przełamywała skórka z cytryny i pękająca pod zębami ikra.

Marynowany dziki łosoś, ikra, yuzu.
Łosoś marynowany, w konsystencji jak żelka, z odświeżającą nutą cytryny yuzu.

Kanapka ze szpiku kostnego.
Najpierw zamrożony, a potem starty na cienkie wiórki szpik kostny ze skórką z cytryny. Całość ułożona na delikatnym cukrowym płatku. Biorąc go do ręki trzeba trzymać co jak piórko, łamał i topił się pod wpływem ciepła palców. Szpik tłusty w smaku, ale konsystencja wiórków i dodatek cytryny sprawiał, że był delikatny i świeży.

Szparagi, grzyby shitake.
Całość polana delikatnie ciągnącym się sosem o wędzonym posmaku.


Tajska sałatka z białych szparagów.
Szparagi w kwaśnej zalewie pokrojone w długie paski w towarzystwie ziół, kwiatów i orzechów arachidowych. Piękna miseczka ze złotym dnem.

Tacos z liści lili wodnej i skóry wieprzowej.
Świetny pomysł na zawinięcie tacos w liście. Chips ze skóry słodki i urozmaicony rzeżuchą i ziołami w środku. Każdy kęs pełen aromatów. 

Okoń morski i pulpa z sake.
Całkiem surowe płatki okonia z ciekawym, mlecznym dodatkiem, który okazał się pulpą z sake.

Sardynki a la anchois.

Barwena.
Bardzo ceniona w Hiszpanii ryba, o pięknie skrzących  się czerwonych łuskach.

Krewetki, olej z czarnej herbaty.
Mdły smak surowych krewetek przełamany mocnym i gorzkawym olejem z herbaty. 

Kurczak, mentaiko.
Pierwszy raz jadłam surową kurę. Nie muszę chyba mówić, że najpierw spojrzałam na nią z obawą. Jednak po pierwszym kęsie wszystkie niepokoje prysły. Mięso było tak delikatne, że aż trudno uwierzyć, ze ten kurczak to ten sam gatunek zwierzęcia, który można kupić w supermarkecie. Najlepsza lekcja pokory co do jakości produktów jaką dostałam. Łagodne mięso było w towarzystwie bardzo słonego mentaiko. Jest to marynowana ikra mintaja i dorsza pacyficznego, klasyczny przysmak japoński.

Piana z białka jajka, czarny kawior, dashi, zioła.

Mózg jagnięcy.
W Hiszpanii jedzą bardzo dużo jagnięciny. Te małe kawałeczki mózgu w chrupiącej panierce panko rozpływały się w ustach już po pierwszym gryzie. 

Pierożki ze słoniną i krewetką

Pierożki z wieprzowiną i trawą cytrynową

Burger z kraba, mango, mięta.
Słodziutkie mango z mięsem z kraba i bomba aromatu w postaci świeżych liści mięty.

Wieprzowina tandoori.
Kolejne surowe mięso, tylko delikatnie zarumienione na grillu. Kucharz zdradził nam, że robiąc marynatę za każdym razem próbuje jej kucharz z Indii, który ocenia czy jest zgodna z oryginalnym smakiem. Wieprzowina była tak wspaniała, że nie mogliśmy się powstrzymać i zamówiliśmy dodatkową porcję z karty... 

Poziomki, tarty lód z yuzu, jogurt.
Deser tak lekki, że aż nieuchwytny. Poziomki i śnieżne płatki z japońskiej cytryny doskonale złagodziły kubki smakowe po mocnych smakach z ostatnich dań. 

Maszynka do tarcia lodu

Rolada z herbatą matcha.
Gorzka jak diabli, ale przyjemnie się ją jadło, bo był to pierwszy talerzyk na którym pojawił się gorzki smak. 

Chips ze skóry wieprzowej z karmelem.

Lody imbirowe. Chipsa ze zdjęcia powyżej trzeba było użyć jako łyżeczki do jedzenia jodów.
Przedostatni talerz, który zwalnia rozpędzoną lawinę smaków. Bardzo oczyszczający smak lodów z imbiru, ale już ze słodką nutą chipsa.

Japoński czekoladowo-imbirowy donut - chocolat ningyo yaki.
Sama słodycz. Ale nie bez pikanterii - w kremie czekoladowym w oddali majaczył imbir. 



Jakie wrażenia po tej 2,5 godzinnej podróży? Przede wszystkim kolejny raz nasuwa się myśl, że sztuka tkwi w prostocie. Tu jakość produktu gra pierwsze skrzypce. Każde z mięs i ryb były tak delikatne, o maślanej wręcz konsystencji. Tak mało popularne produkty jak mózgi czy szpik kostny, dobrze zaaranżowane stanowiły bardzo wykwintne i smaczne dania.
Odnosząc się do komentarzy naszych kolegów o kanapce i surowiźnie, to faktycznie były to dania małe i lekkie, ale na pewno wystarczająco sycące. Druga uwaga była wyjątkowo trafna. Każde z mięs było jedynie delikatnie opieczone na grillu, a ryby zamarynowane lub całkiem surowe. Ale dzięki temu można rozkoszować się prawdziwym smakiem tych produktów o najwyższej jakości.

Jeśli ktoś nie ma możliwości podróży do Azji i spróbowania tych smaków u źródła, Dos Palillos będzie tym wehikułe, który zabierze nas tam bez opuszczania Europy.

Dos Pallios
Carrer d'Elisabets 9
El Raval
Barcelona
http://www.dospalillos.com

Otwarte: godz. 19.30 - 23.30
niedziele i poniedziałek zamknięte

 

ja tu tylko jem Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger