Antic Teatre - magiczny ogród

Mieszkając w Barcelonie po prostu nie da się siedzieć w domu. Słońce kusi, morze kusi, na samą myśl o jedzeniu płynie ślinka, a duch nocnego życia szepcze do ucha pomysły na szaloną noc. Tak więc Hiszpanie nie siedzą w czterech ścianach, jedyny dzień kiedy nie wystawiają nogi na zewnątrz to niedziela. 
Nocne życie Hiszpanów prezentuje się zdecydowanie bardziej przyzwoicie niż w naszym kraju... Jednym z wpływających na to czynników na pewno jest fakt, że nie ma tu tradycji picia wysokoprocentowych trunków; króluje wino, piwo i sangria, która jest winem z dodatkiem soku z owoców i wody. Ponadto muszę podkreślić, że Katalończycy to ludzie, którzy cechują się bardzo wysoką kulturą osobistą. Tak czy inaczej Barcelona wieczorną porą nie traci ani odrobinę na swojej elegancji i bezpieczeństwie (jedyni pijani ludzie jakich można spotkać to Brytyjczycy i niestety Polacy...).
Przez większość część roku temperatura w Barcelonie nie schodzi poniżej 20 stopni Celsjusza, więc nie ma potrzeby spędzać wieczoru we wnętrzu. Prawie każdy bar ma swój ogródek, który tutaj nazywają terraza. Najbardziej imponujące się te na dachach budynków, z których roztacza się cudowny widok na całą Barcelonę.

Jednak dziś o terraza o niezwykłym klimacie, ale nie znajdującym się na dachu, lecz w środku, tworzącym patio. 
Antic Teatre to przykład idealnej symbiozy pomiędzy sztuką, historią i gastronomią. To prężnie działająca przestrzeń kreatywna i centrum kulturalne. Jednocześnie sam budynek jest dziedzictwem kulturalnym, a czas jego powstania datuje się na rok 1650. Magiczny ogród ukryty wewnątrz wieczorami zamienia się w bar i jest najbardziej klimatycznym wewnętrznym terraza w całej Barcelonie!
Stałym klientem teatralnego ogrodu jest rozłożyste i wiekowe drzewo figowe, które rośnie na samym środku. Ozdobione drobnymi światełkami i lampionami jest elementem, który ma największy wkład w tworzenie klimatu tej przestrzeni. W kątach ogrodu leżą nieśmiało elementy teatralnej dekoracji: drabina, beczki, rzeźby, maski. 
W małym barze w środku nie dostaniemy niczego innego niż piwo, wino stołowe i oliwki do przegryzienia. Jednak nie po to przychodzi się do baru Antic Teatre. Przychodząc tu zostawia się za plecami Barcelonę, a wkracza niczym do książkowego Tajemniczego Ogrodu. To azyl gdzie można odpocząć od zgiełku miasta i zatopić się w najszczerszych rozmowach z przyjaciółmi.



Antic Teatre
Carrer de Verdaguer i Callís 12
El Born, Barcelona
http://www.anticteatre.com
https://www.facebook.com/pages/Antic-Teatre-Barcelona/325557314673

bar czynny tylko do godziny 23:00 ze względu na sąsiedztwo budynków mieszkalnych

El Velodromo

Są takie miejsca, w których czuć magicznego ducha czasu. Wchodząc tam człowiek czuje się jak przeniesiony do dawnych czasów, kiedy bar był przede wszystkim miejscem spotkań. Przychodziło się ta  pogadać z sąsiadami przy piwie, kawie czy posiłku. Posiedzieć wśród ludzi, poczytać gazetę, pograć w karty czy w bilarda. Rozpieścić się deserem z bitą śmietaną. Było to centrum życia towarzystkiego i artystycznego, było tu miejsce dla każdego. 

Pomimo upływu czasu i wiru rozpędzonego świata są miejsca, w których czas się zatrzymał. Ten dawny klimat panuje do dziś właśnie  w El Velodromo. W pamięci wielu Barcelończyków z okolicy miejsce to było od zawsze. Jest w tym dużo prawdy, bo urodziło się w 1933 roku, tylko chwilę po postawieniu dzielnicy. Przestało działać na kilkanaście lat, kiedy w 2009 roku otworzyło się znowu dzięki współpracy Browara Moritz i Carlesa Abellana. Dziś nad stroną kulinarną czuwa Jordi Vila, chef z jednogwazdkowej restauracji Alkimia.




W El Velodormo panuje niezwykle przyjazna atmosfera. Przychodzi to sporo starszych ludzi, na kawę i przekąskę i codzienną prasówkę. Młodzi ludzie spotykają się na rozmowy i siedzą tak długo, jakby całkiem zapomnieli o czasie.  Nie brakuje też turystów, robiących miliony zdjęć pięknego wnętrza w stylu art deco.



El Velodoromo wita swoich klientów o każdej porze. Śniadanie zjemy tu od 6 rano, ciepłe tapas, zupy i makarony dostaniemy przez cały dzień i wieczór, a dzień skończyć możemy drinkiem i wyjść o 3 nad ranem, kiedy restauracja się zamyka.


Ensalada de pulpo, patata y pimentón - sałatka z ośmiornicą, ziemniakami i suszoną papryką


Coca de seis granos con tomate y croquetas de jamón - wielkoziarnisty chlebek coca  z pomidorem, krokiety z jamon


Tartar de atún con aceite de anchoas, piñones y lima - tatar z tuńczyka, oliwa z anchois, orzeszki piniowe


Berenjena y brandada de bacalao - bakłażan, dorsz duszony w mleku z oliwą


Calamares a la romana - smażone kalmary


Crema catalana - krem kataloński



El Velodormo to miejsce, które skradło moje serce. Pyszne tapas, elegancko podane i skomponowane, prezentują sobą to co w katalońskiej kuchni najlepsze. Każdy talerzyk był dopieszczony do samego końca, tak że w efekcie dawał tapas o bogatym i skończonym smaku. Gościnna atmosfera tego miejsca sprawia, że bardzo przyjemnie spędza się tu czas, a po zakończonym posiłku posiłku, aż chce się zamówić kawę, a za nią kolejną i posiedzieć godzinkę dłużej...

El Velodromo
Carrer de Muntaner 213
Eixample, Barcelona
http://moritz.com/es/seccion/el-veldromo-0

Otwarte:
Codziennie od 6 rano do 3 w nocy

Tapas 24 i Carles Abellan

Carles Abellan to ukochany chef kuchni Katalończyków. Jest nieodłącznym elementem historii gastronomii tego regionu, a do dzisiaj dla swojej małej ojczyzny robi ogromnie dużo. 
Od najmłodszych lat kształcił się w kierunku gotowania. W 1984 roku zakumplował się z Fernem Adria, który właśnie rozpoczął pracę w ówcześnie jednogwiazdkowym El Bulli, a ten wziął go do siebie na 2 tygodniowy staż. Współpraca musiała układać się między nimi co najmniej dobrze, ponieważ młody Carles został w elBulli 6 lat. Przez kolejne 9 lat był ambasadorem elBulli i rozwijał ich koncept w ich restauracjach  w Sevilli i Barcelonie. I po 15 latach współpracy postanowił swoje doświadczenie przełożyć na własne miejsce i otworzył Comerc 24, a potem Tapas 24. W 2009 roku raz z browarem Moritz zreanimował kultowe miejsce El Velodromo, którym aktualnie zajmuje się chef Jordi Vila, właściciel jednogwiazdkowej Alkimia. W międzyczasie Comerc 24 zdobyło gwiazdkę Michelin, a Carles przejął rolę head chefa w Bravo 24. Potem  otworzył jeszcze tawernę Suculent, knajpkę na plaży La Guingueta de la Barceloneta, Yango Urban Food i ENA. Uff pracowity z niego koleś. 

Skusiłam się kiedyś na wizytę w La Guingueta, z której pamiętam przede wszystkim piękny widok i piasek pod stopami, ale wspomnienie tamtejszego jedzenia również było pozytywne. 
Tym razem złożyłam wizytę w Tapas 24. W sezonie wakacyjnym kolejka do tego miejsca zajmuje cały chodnik, ale tym razem udało mi się uniknąć czekania. 
Z założenia jest to klasyczny tapas bar, ale serwujący przekąski w najlepszym stylu.

 

Po przekroczeniu progu trochę się zdziwiłam. Wystrój wnętrza ani jest nowoczesny, ani nie jest jest przykładem klasycznego baru tapas.  Przaśne obrazki malowane na szybie do gustownych ozdób na pewno nie należą. Tapas24 zarobił u mnie pierwszy minus.



Usiedliśmy przy barze, więc dania dnia mieliśmy tuż przed nosem, wypisane na tablicy. Stałe menu zaprezentowane jest na papierowym pojemnika na sztućce (widocznym na zdjęciu niżej).


Coca de sardinas - chlebek coca, marynowane sardynki.
Chlebek coca to chrupiące pieczywo. Tutaj niestety przemienili go twardy jak tektura płatek, który pieczywem na pewno nigdy nie był. 
Zamówiliśmy też pan con tomate, jednak za mało zgrilowany i rozmiękły od pomidora nie nadawał się nawet na zdjęcie.


Huevos estrellados con chorizo - smażone ziemniaki, jajko, kiełbasa chorizo
Wiem, że oliwa to nieodłączny element każdego hiszpańskiego dania, ale jej ilość na tym talerzu z pewnością przekracza przyzwoitą dawkę. A cena 12 euro woła o pomstę do nieba.


Boquerones al limon - smażona sardela europejska, cytryna
Smażone rybki były takie jak powinny, chrupiące na zewnątrz i delikatne w środku, z orzeźwiającym akcentem świeżo startej skórki z cytryny. 


Ensalada de tomate : marynowane pomidory, krem z migdałów, suszona ryba, ikra z łososia
Bardzo przyjemna i lekka sałatka, która dzięki płatkom suszonej ryby i ikrze nie była nudna ani przez chwilę.


Pierwszy raz z pełnym przekonaniem muszę powiedzieć, że jestem na nie. Wszystkie tapas były bardzo przeciętne, jedynie sałatka z pomidorów była fajnie skomponowana. Oczekiwałam pysznych i estetycznie przyrządzonych przekąsek, a otrzymałam mało smaczne i przeciętnie wyglądające porcje. Poza tym tapas z założenia ma być tanią przekąską. Tutaj ceny były nieproporcjonalne jak do tego rodzaju miejsca.
Na dodatek to bar zupełnie wypruty z klimatu: dominowali tu turyści robiący zdjęcia wszystkiego co co znalazło się na stole i w jego okolicy, a kelnerzy byli zupełnie obojętni wobec gości. Rozumiem dlaczego przy stolikach zauważyłam tylko i wyłącznie obcokrajowców, a tubylców brak - to miejsce jest dobrze wypromowane, ale nie prezentuje wysokiego poziomu kulinarnego.
W swoich kulinarnych planach mam jeszcze tawernę Suculent, również należącą do Abellana. Liczę na to, że w tamtym miejscu będę mogła lepiej poznać możliwości tej gwiazdy katalońskich kulinariów, która o poziom w Tapas24 nie dba zbyt czujnie.

Tapas 24
Calle Diputación 269,
Barcelona
http://www.tapas24.ca/

Otwarte:
codziennie od 09:00 do 24:00

Yashin - londyńskie sushi

Sushi od zawsze urzekało mnie swoją prostatą. Jest mistyczne i tajemnicze. Większość sushi barów w Europie ma niewiele wspólnego z ich oryginalną japońską wersją. Do ojczyzny sushi mamy tak daleko, że europejskich klientów łatwo zadowolić kiepskiej jakości podróbką. 
Skosztowanie najwyższej jakości sushi, nie wyruszając w podróż przez pół świata, jest dużym szczęściem i zaszczytem. Mi udało się to w Yashin Sushi Bar w Londynie. 
Założycielami i chefami Yashin są japończycy, którzy doświadczenie zdobywali w swoim kraju, a do Londynu przenieśli się z misją szerzenia prawdziwej japońskiej kuchni. Jest to miejsce, które aktualnie stara się o gwiazdkę Michelin i po zlikwidowaniu pewnych niedociągnięć, takich jak nie najlepsza obsługa, pewnie ją dostanie. Restauracja otwarta jest w porze lunchowej i obiadowej. W menu wieczornym oprócz sushi jest też szeroki wybór carpaccio, dania ciepłe, sałatki i dwie zupy miso. My skusiliśmy się selekcję suhi.
Do Yashin weszliśmy zaraz po wieczornym otwarciu i w ciągu 30 minut zapełnił się cały bar i prawie wszystkie stoliki. Udało nam się zdobyć zaszczytne miejsce przy barze, więc jak zahipnotyzowani patrzyliśmy na sushi mastera krojącego nożem z precyzją japońskiej mandoliny i ruchy jego palców godne wirtuoza fortepianu.



Rozpoczęliśmy od Miso Cappuccino, to jest zupy miso z pianą z tofu.


Amuse-bouche: smażona i marynowana ryba, marynowana cebula.


Opalany tuńczyk, sos ponzu (japoński sos na bazie cytrusów)


Duszona wołowina wagyu, żółtko z sosem sojowym. 
Mięso był słodkie i bardzo delikatne, w ryżu były chrupiące elementy, do tego sos z jajka - przepyszna kompozycja.


Smażony krab, słodki sos sojowy


Rol of the day - sałatka krabowa


Okoń morski, sol morska, sok z yuzu.

Każde z nigiri było indywidualnie posmarowane specjalnie dopasowanym sosem sojowym. Imbir jest przyrządzany przez ludzi z Yashin: mają specjalną recepturę i procedurę na marynowanie surowego korzenia. Efekt jest doskonały: imbir jest idealnie słodki i pikantny, nie parzy w ustach, i z przyjemnością przegryza się go między kolejnymi kawałkami sushi.


O-toro z tuńczyka błękitnopłetwego, sol, pieprz, opalony, marynowane łodygi i liście wasabi


Seriola, liść japońskiego pieprzu


Akami z tuńczyka błekitnopłetwego,  marynowane i suszone glony kombu


Kawior z łososia marynowany w mirin i sosie sojowym, trufla. To danie rozłożyło nas na łopatki. Marynowany kawior plus trufla dał niezwykle intensywny i głęboki smak, który trudno zapomnieć.


Dorada, chrupki ryżowe

Gdzieś w tym miejscu było nigiri z wołowiną wagyu i oliwą truflową, ale nie zostało uwiecznione...


Baby octopus, słodki sos z węgorza.


Małża brzytwa, masło truflowe, sól morska, yuzu.


Węgorz, słodki sos, japoński pieprz


Jeżowiec, marynowane liscie i lodygi wasabi.
Jeżowiec smakuje jak esencja morza. Ma ciekawą konsystencję - coś pomiędzy małżem a kawiorem. Wraz z moimi współtowarzyszami posiłku zgodziliśmy się co jednego - z racji jego intensywnego smaku nie dałoby się zjeść więcej niż jedna porcja.


Opalana surowa kanadyjska krewetka jumbo, foie gras, sol morska i sok z yuzu


Sorbet shiso, świeże owoce. Odświeżające lody, które idealnie oczyściły kubki smakowe na koniec podróży smaków.



To było niezwykłe przeżycie. Każdy kawałek smakował zupełnie inaczej, miał również inną konsystencje i strukturę. Każda z ryb była bardzo delikatna i rozpływająca się w ustach, a ryż doskonale podkreślał główny smak. Aż trudno uwierzyć, że taki mały kęs sushi składający się z dwóch produktów może zwierać w sobie całą paletę smaków.
Kuchnia Yashin postawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Będzie wyznacznikem najlepszej jakości przy moich kolejnych podróżach po europejskich sushi barach.
Po ponad dwugodzinnej wędrówce po japońskich smakach ze smutkiem i tęsknotą wychodziliśmy z Yashin. To było niezwykłe przeżycie, które mogłoby się nie kończyć.

*dziękuję shefowi z Yashin za przygotowanie dla nas specjalnej selekcji sushi :)

Yashin Sushi and Bar
1A Argyll Road
London W8 7DB
http://www.yashinsushi.com/

Otwarte codziennie
Lunch 12.00-15.00
Dinner 18.00-23.00


 

ja tu tylko jem Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger